WITAM!!!
Chciałam poinformować, że znowu pisze tym razem tu
WHERE HOPE?
Wszedł do domu i uśmiechnął się gdy ujrzał Mej i Ninę krzątające się po kuchni. Podszedł cichutko do swojej żony i złapał ja od tyłu.
- Jaki mamy plan?- spytała Ginny co mnie bardzo zdziwiło, bo jej nie widziałem do tej pory.
-Raczej kogo, ale dokładnie jej.- wskazał głową w stronę Ginny która wystraszona stała za Brandonem.-Tak Penny o ciebie chodzi.
Następnie złapałem Mej za nadgarstek i wyszliśmy z pokoju. Szliśmy szybko, bo było coraz mniej czasu. Skręciłem w ślepą uliczkę i odkręciłem się w stronę dziewczyny. Nie zastanawiając się złapałem ją za głowę i pocałowałem. Odwzajemniła. Szkoda, że nie mogło to trwać wiecznie, ale musiałem to wszystko zakończyc. Zakończyć sprawę z Merlinem i pomścić moją siostrę. Oderwałem moje wargi od jej i trzymając ją nadal za głowę. Szepnąłem.
-Proszę mówić do mnie PePe, kapitanie- Wuj tylko się uśmiechnął i ciągnął dalej.
Od tej pory nie możecie kontaktować się z bliskimi i przyjaciółmi. Teraz żegnam.-skończył swoją mowę i wskazał wymownie na drzwi.
Do końca zostało mi jakieś 15 minut, gdy usłyszałem za sobą głos zachwytu. Odwróciłem się i ujrzałem Ginny, Coffe oraz PePe. Jak dobrze pamiętam.
-Znowu się spóźniłeś, czyli za bardzo nie interesuje cię życie tych dzieci...-powiedział wujek na wstępie.
Dziewczyna nie chciała opuszczać swojej podopiecznej, ale musiała. Taki jej los. Skierowała się do sali koronnej. To tam zwykle przesiadywał Bóg. Weszła tam i ujrzała Najwyższego, Gabriela i Śmierć. Coś było nie tak. Musiała coś źle zrobić. Tylko był jeden problem nie pamiętała co.
Co mam teraz zrobić? Zgodzić się na Jego warunki? Chyba ta osoba wewnątrz mnie chciała zapomnieć. Odpowiedź miała i tak nie przyjść. Ginny skuliła się na krześle i zaczęła płakać bardzo rzewnie. Wróć do nas. Penny wróć. Głos znany tej w środku zaskoczył dziewczynę. Spojrzał na to co ją otaczało. Na półce nocnej widniało zdjęcie jej podopiecznej. A jak coś jej się stanie? Wtedy nie spełnię swojego zadania. Zależało jej na niej. Powiedziała sobie że się zastanowi i położyła się na łóżku. Zamknęła oczy i poszła spać.
Gdy rano wstałam nie było już go. Delikatnie wstałam. Ubrałam się w to co wczoraj z lekką pomocą służek. Nie miałam nic do roboty tylko leżeć. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. Po upływie godziny poczułam tępy ból w okolicach brzucha. Zaczęłam krzyczeć nie wiedząc co zrobić. I wtedy pierwszy raz ją ujrzałam, ale szybko zniknęła. Zamiast niej przybył Merlin próbował je uspokoić co mu się udało. Położył się koło mnie oznajmiając, że ma trochę wolnego. I pierwszy raz od jakiegoś czasu tego potrzebowałam. Potrzebowałam chwili bliskości i zrozumienia. Wtulony we mnie nie był taki chłodny jak zwykle. Biła od niego dobroć. Nic nie trwa wiecznie po godzinie wyszedł obiecując jak najszybszy powrót. Z nudów zaczęłam bawić się świeczką. Co chwilę zmieniając tor jej płomyka. I wtedy do mojej komnaty ktoś wszedł cicho jakby się czegoś bał.
Pojawiliśmy się na polanie pełnej stokrotek. Byliśmy żywi i na terenie szkoły. Uśmiechnięta ubrana w brzoskwiniową sukienkę leżała między nami szepcząc pożegnanie. I wtedy pojawiły się na jej obojczyku znak piórka.
"Nie ma śmierci jest tylko wymiana światów".
Nagle poczułam że muszę się odwrócić. Gdy to uczyniłam ujrzałam siebie, a dokładnie swój portret. Podeszłam do niego bliżej napis brzmiał Penny Carla West Carter-White żona Merlina Cartera Westa 130 króla Piekła. 130 Królowa Piekła. Córka Sary White i Justina White. Podopieczna Ewelin Carter i Henryka Cartera. Siostra Dana Martina Cartera-White, Niny Fiony Carter i Emmy Alyson White. Zamarłam co on sobie myślał spojrzałam w górę i po raz pierwszy przyjrzałam się obrazowi. To nie byłam ja, znaczy moje ciało nie ja. Moja podobizna była ubrana w brązową-czarną sukienkę co stanowiło wyjątek pośród wszystkich portretów, moje oczy były czarne tak samo jak i włosy. Z tyłu można było ujrzeć ścianę gabinetu Merlina. Byłam blada. Opanowała mnie wściekłość. Czym prędzej wybiegłam z tej sali. Nie wiedziałam gdzie, ani dokąd biegnę byle jak najdalej od tego obrazu. I nagle zaczęły wracać wspomnienia wczorajszego dnia. Nie miałam siły ich odepchnąć więc ruszyłam nurtem rzeki wspomnień:
Leżałam, a może kuliłam się w sercu. Ciągle myślałam o słowach Merlina, gdy nagle wyczułam jego obecność. "Co chcesz?" spytałam się cienia na przeciwko. "Penny nie masz już wyboru" powiedział, a w jego głosie słychać było radość. "Nie, nie możesz go mieć" spojrzałam na niego z przestrachem. Jego mina odpowiedziała na moje wszystkie pytania. On go miał, a ja musiałam go ocalić. "Zgoda" powiedziałam a on zaczął się śmiać. Łzy napłynęły mi do oczu. Ale ukryłam je, nie chciałam aby miał satysfakcję. "Jeszcze dzisiaj odzyskasz kontrole nad ciałem". Pełen szczęścia odszedł. A ja z każdym jego krokiem czułam jak odzyskuje kontrole nad ciałem. Wreszcie czułam już co się ze mną dzieje. Miałam na sobie biało-czarną sukienkę i czarne szpilki. Służąca oprowadziła mnie do komnaty która była przepiękna. Spojrzałam w lustro...
W głowie ciągle mi szumiało. Gdybym był po cudownej imprezie cieszył bym się. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się dookoła byłem w jakiejś celi. I wtedy ją ujrzałem miała zamglone oczy jakby opętało ją coś. Była ubrana w czarną sukienkę z białymi nitkami, a oczy były czarne. Co on jej zrobił. I gdy spojrzałam do góry ujrzał jej skrzydła. Jedno czarne drugie białe. Spojrzałem znowu w jej oczy. Tym razem była już świadoma.
-Penny...-szepnąłem.