piątek, 23 maja 2014

Nowy blog- Where Hope?

WITAM!!!
Chciałam poinformować, że znowu pisze tym razem tu


WHERE HOPE?

niedziela, 27 kwietnia 2014

Epilog


Mężczyzna wyszedł ze swojego biura. Miał dość podpisywania tych samych dokumentów. Niedługo znowu zaczyna się rok szkolny. Znowu w jego szkole będą tłumy nadnaturalnych. Jego młodsza siostra jest Łowcą i będzie w tym roku pisać elgarnor. Wyszedł z budynku i skręcił w prawo. Miał trochę czasu za nim dojdzie, aby powspominać. Piętnaście lat temu stracił bliźniaczkę, wuja i rodziców. Nadal za nimi tęsknił, ale czas wyleczył rany. Zaraz po tym bagnie napisał miesiąc później elgarnor. Zdał go najlepiej ze wszystkich uczniów od początku założenia. W następnym miesiącu za sprawą rady pedagogicznej był już dyrektorem placówki. Dla wszystkich był to szok nawet dla niego. 
Cztery lata później był już ojcem i mężem. Mej urodziła mu cudownego chłopca. Nill miał już 11 lat i był aniołem. Oprócz niego chłopak miał jeszcze ósemkę dzieci. Ewelin która miała 10 lat, była tym samym co jej brat. Para bliźniąt Penny i Matt którzy mieli po 9 lat. Henryk mający 7 lat. Martin który za dwa dni będzie miały 5 lat. No oczywiście dwie bliźniaczki Carla i Anastazja które psociły w domu już od 3 lat. Zapomniał by o małym Justinie który jeszcze nie wydostał się na ten świat z brzucha swojej mamy.
Wszedł do domu i uśmiechnął się gdy ujrzał Mej i Ninę krzątające się po kuchni. Podszedł cichutko do swojej żony i złapał ja od tyłu.
-Witaj Danie, mógłbyś zając się Carlą i Anastazją, bo Ewelin już sobie nie radzi. 
-Dobrze kochanie.
Zrobił jak mu kazała. Zaczął się bawić z tymi jego dwoma psotami, które bawiły się w kuchnie naśladując każdy ruch swojej mamy i cioci. 
Nikt jednak nie zauważył postaci za oknem, która przyglądała się im z zaciekawieniem. Jej brat i jego rodzina nie wiedzieli co przeżyła przez ostatnie 15 lat. Z zwykłego anioła stróża stała się strażniczką rodzin. Czyli przeskoczyła o 10 stanowisk. Ona nie chroniła tylko rodzinę Jen, ale też swojego brata. Zło było często blisko niego, ale go broniła. Teraz musiała zacząć martwić się o siebie. Mrok gromadził się nad nią coraz częściej. Musiała zniknąć na jakiś czas, by chronić tych których kocha. Matt nic nie wiedział myślał że wieczorem zobaczy ją na kolacji. Zostawiła mu tylko kartkę:
Kocham Cię! Pamiętaj o tym. Kiedyś wrócę, ale nie wiem kiedy. 
Twoja Penny.
PS. Do zobaczenia...
Posiedziała jeszcze chwilę i  pobiegła w nieznaną przyszłość.

~*~
I tak kończę opowiadanie "Memory is a wonderful thing". Przepraszam że takie niezrozumiałe zakończenie, gdyż postanowiłam, że gdy skończę opowiadanie "Hope" wrócę z kolejnymi częściami. Mam pytanie czy tworzyć nowego bloga dla "Hope" czy tu wstawiać? Gdybym wróciła łatwiej by było czytać. Takie pytanie na koniec żegnam.~Mia Rosa  

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział 5 część 3

Opowiedziała nam o wszystkim co wiedziała z Księgi i od Najwyższego. Tu chodziło nie tylko o teraźniejszość, ale też przeszłość. Nolan to Lucyfer który został przed wiekami wyrzucony z Nieba na Ziemię. Próbuje on na naszej planecie zrobić swoje królestwo. Potrzebuje do tego tylko zgładzić Anioły Ziemskie. Czyli mnie, bo ona już jest martwa. Poprzednio mu się nie udało, ale go wtedy nie zgładzono. Uczynić to można za pomocą dwóch przedmiotów. Sztyletu Gabriela, to ten przedmiot za pierwszym razem wygnał Lucyfera (który cały czas Penny trzyma w dłoni) i Oszczepu Niewiernego, tego którym przebito Jezusowi bok na krzyżu (znajdował się on w piersi Merlina). Najpierw trzeba wbić oszczep w serce, następnie sztyletem odciąć głowę odrzucając ją pięć kroków dalej. Trzeba było się dostać tylko na łąkę, gdzie obecnie znajdował się Nolan i uczynić tak jak trzeba, a wojna która trwa już od dobrych trzech dni się zakończy.
 Już wielu nadnaturalnych nie żyło, ciągle ginęli następni. Problem był w tym, że do szkoły można było się teleportować z powrotem zaś nie. Stworzono barierę która uniemożliwiała ucieczki uczniów poza teren szkoły. Wyłączyć ją może tylko dyrektor, dyrektorka i wujek. Problem w tym, że oni leżą martwi już od dwóch dni. Zginęli jako jedni z  pierwszych. Smutek..Dowodzenie przejęli inni nauczyciele. Nikt nie miał żadnych pomysłów, aby się tam dostać. Próbowaliśmy wszystkiego. Właśnie siedzieliśmy w biurze dyrektora i próbowaliśmy ją wyłączyć. Nic nie działało. Nagle pojawiła się Penny która miała się dowiedzieć co się dzieje na zewnątrz.
-Chodźcie to zobaczyć, to bardzo ważne.- powiedziała jednym tchem i znów się ulotniła.
Pobiegliśmy za nią. Na dworze było cicho i spokojnie w odróżnieniu do ostatnich 72 godzin. Wtedy go zobaczyliśmy, raczej jego hologram.
-Czekam na was na polance, wiem co chcecie zrobić. Śpieszcie się.-zniknął.
Penny od razu skierowała się w stronę wyznaczonego miejsca. Pobiegliśmy za nią. Oprócz Pierwszej Lini Obrony, byli też nasi przyjaciele. Pamiętam jeszcze ich miny kiedy ją zobaczyli. Najgorszą miał Matt.
Biegliśmy szybko. Penny przewodziła grupie. Miałem złe przeczucie. Dotarliśmy na łąkę i ujrzeliśmy ciało Merlina w takim samym stanie w jakim opowiadała nam moja siostra. Obok niego stał Nolan i powoli wyciągał Oszczep. Gdy to uczynił, odwrócił się w naszą stronę. Uśmiechnął się. 
-Witam was.-skierował w naszą stronę przedmiot.- Penny żegnam cię!-krzyknął i rzucił nim w kierunku ducha.
-Nie!-krzyknął Matt.

*****

Dziewczyna sparaliżowana czekała na swój koniec. Choć była duchem, można ją było zabić tylko tym przedmiotem który z dużą szybkością leciał w jej kierunku. Tym razem ostatecznie. Żegnaj Jennifer. Przepraszam, że zawiodłam jako stróż. Wtedy zobaczyła osobę która stanęła między nią, a lecącym przedmiotem.
-Nie!-obiło się jej o uszy, a zaraz osoba przed nią leżała martwa. 
Wtedy ujrzała twarz wybawiciela. Matt? W tym momencie dotarło do niej co się stało. Z jej gardła wydobył się szloch. Złapała się za usta i osunęła w dół. Poświęcił swoje życie dla niej, ale on miał żyć. Dlatego zginęła w Piekle. Nie mogła dotknąć oszczepu, ale mogła nią pokierować za pomocą swojej mocy. Zrobiła tak jak uczyniła. Wydobyła strzałę z serca ukochanego. Napięła jak strzałę i wycelowała w serce zabójcy. Tym razem trafiła. Mężczyzna który jeszcze chwilę temu śmiał się z niej, teraz jęczał z bólu wywoływanego przez oszczep. Podchodziła do niego powoli, aby zadać mu jak najwięcej cierpienia które sama czuła. Wreszcie złapała go za podbródek i podniosła, opierając ostrze noża na jego szyi. 
-Ze mną się nie zadziera. Wiesz, że on miał  żyć w przeciwieństwie do ciebie.- szepnęła mu do ucha i jednym ciosem odcięła jego głowę. 
Odwróciła się o 180 stopni i odliczyła pięć kroków. 
-Jesteś trupem.- powiedziała odkładając głowę na wyznaczone miejsce.- Żegnaj.
Wtedy pękła. Odwróciła się i ujrzała szok wymalowany na twarzach reszty. Wtedy poczuła dotyk. Wróciła do poprzedniej pozycji. Ujrzała najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziała. Przytuliła się do chłopaka. 
-Już po wszystkim. Wygraliśmy. Powinniśmy wracać. Wypuścili mnie tylko na chwilę. Jen na ciebie czeka.
-Tak Matt. Pora wracać.- przekręciła głowę przez ramię.-Żegnajcie. Jakby co wiecie gdzie nas znaleźć.

Udali się w stronę światła które pojawiło się przed nimi. Uśmiechnięci, mający siebie. Nic dla nich nie było już ważne. Tylko ich miłość. Miłość do końca świata.

~*~
Chcecie Epilog. Będzie on w ogóle z innej bajki. Przyszłość. I co podoba się wam takie zakończenie opowiadania. Przepraszam, że go zabiłam. Musiałam. Pojawili się bohaterowie z "HOPE". Dzięki opisom możecie się zorientować o czym będzie. Przepraszam, że zmieniłam szablon, ale nasza czytelniczka tak się napracowała. Dziękuje za ten rok.
~Mia Rosa

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 4 część 3

Wesołych świąt. 
Smacznego jajka.
 Kicającego zająca.
Pełnego stołu i byście przytyli :P
Itp. i Itd.
Nie umiem życzeń składać.
Smacznego!!!
I co chwilę włączam podgląd, bo nic nike widzę.
Ja mądra...

Zatrzymaliśmy się na łące niedaleko tarczy obronnej szkoły. Każdy zajął się sobą. Choć dziewczyny gadały chyba o zbroi, że nie są wygodne i zbyt ładne. Kiedy Zayn im powiedział, że to dla ich bezpieczeństwa. Nawrzeszczały na niego, że jak mają umrzeć to w tylko porządnym stroju, a nie w czymś takim. Nigdy nie zrozumiem kobiet. Choć swoją siostrę rozumiałem w 100%. Stanąłem przy tarczy i zacząłem testować jej wytrzymałość na wszelki wypadek. Była nawet dobra, choć nie za dobra. Usiadłem na skale niedaleko niej i zacząłem prostować skrzydła, które lekko pobolewały mimo rannej rozgrzewki. Gdy były w pełnej okazałości spojrzałem na swoich towarzyszy. Wszyscy je podziwiali. Choć nie wiem dlaczego? Anioły te z Nieba mają jeszcze okazalsze. Tak mi się wydaje.
- Jaki mamy plan?- spytała Ginny co mnie bardzo zdziwiło, bo jej nie widziałem do tej pory.
-Musimy szybko myśleć, bo nie ma czasu. Spójrzcie.- powiedział rozdrażniony Zayn.
Odwróciłem się. Ujrzałem "wojsko" umarłych idących w naszą stronę. Było ich więcej niż nas. Wtedy z tłumu wysunął się Merlin, a obok niego kroczył Nolan. Uśmiechnęli się w moją stronę i rozejrzeli się, aby ocenić moich towarzyszy. Podszedł do tarczy, ale zatrzymał się w odpowiednim momencie, aby nie zostać odbitym. Podszedłem do niego i gdyby nie tarcza stykali, byśmy się nosami.
-Miło mi poznać wreszcie brata mojej żony. Dan jak dobrze pamiętam?
-Przerwij tę chorą jatkę i tak żadna ze stron nie wygra, a ucierpią całe gatunki.
-Ciekawe co mówisz, ale chcę coś w zamian.
-Co?
-Raczej kogo, ale dokładnie jej.- wskazał głową w stronę Ginny która wystraszona stała za Brandonem.-Tak Penny o ciebie chodzi.
Zdziwiony spojrzałem w jej stronę. Ujrzałem w jej oczach tonę łez i coś jeszcze, a raczej kogoś.
-Penny...
-Tak braciszku to ja. Jestem twoją siostrą!- wtedy z jej ciało się zachwiało, że Brad złapał ją w ostatniej chwil. Obok niej stanęła taka jaką ją pamiętam. Ubrana w białą sukienkę z rozprostowanymi skrzydłami. Pogłaskała ciało po głowie i spojrzała w moim kierunku z lekkim uśmiechem.
- Witaj Danie. Opiekuj się Ginny. Nie wie czasami co robi. Uciekajcie zajmę się nimi. Lily zabierz ich proszę cię o to.
 Chciałem jej pomóc, ale Lily odgrodziła mnie od niej i otworzyła portal. Szybko do niego wskoczyliśmy i byliśmy już w szkole. Ginny czuła się już lepiej, ale zaniesiono ją do szpitala polowego. Wszyscy byli ciekawi co się tam działo, ale zachowywaliśmy milczenie. Kazałem wszystkim zająć wyznaczone pozycje. Za chwilę miało się tu znaleźć całe "wojsko" umarłych.

**W tym samym czasie na łące**

Dziewczyna stała po jednej stronie tarczy. Choć i tak wiedziała, że za chwile przebiją ją tysiące sług jej ziemskiego męża. Który wpatrywał się w nią po drugiej stronie.

Wróg tej dziewczyny zaś przyglądał się jej z boskością. Znowu w nim obudziły się dawne uczucia. Chciał żeby go zabiła, aby mógł się z nią połączyć po drugiej stronie. Choć i tak świadomość podpowiadała mu, że tak nie będzie.

Sługa mężczyzny kazał atakować. Wiedział, że jego władca zaraz zginie i on przejmie koronę. Pragnął tego tak bardzo, że sam by chciał go zabić. Lecz pozostawił tę sprawę kobiecie, która była jego wybawieniem. Nienawidził ją, a jednocześnie uwielbiał za to, że za chwilę skończy jego męki. On wtedy stanie się królem i zawładnie całym światem.

Tarcza została przebita. Kobieta stworzyła magiczny oszczep i rzuciła w stronę mężczyzny. Pudło. Trafiła w klatkę piersiową, a nie serce. Podeszła do niego z sztyletem, aby to wszystko zakończyć. Zabrakło jej odwagi. Wtedy do akcji wkroczył sługa. Zabił go jednym ciosem. Głowę zaś odrzucił kilka kroków dalej, aby nie ożył. Zrobił to z ostrożności, choć wiedział że tak się nie stanie. Jego władca chciał śmierci. Uśmiechnął się. Spełniło się jego marzenie. Zdjął mu koronę z głowy i założył na swoją czaszkę.

-To ty jesteś starożytnym władcą, który ma nas zniszczyć?! Nie był nim Merlin! Tylko ty! Prawda?!- Krzyk kobiety rozszedł się po całej łące.

-Prawda...! To ja! On był tylko przykrywką!- odpowiedział jej i zaśmiał się sarkastycznie.-To wasz koniec!

Kobieta przestraszona prze teleportowała się do szkoły. Wszyscy patrzyli na nią jak na ducha. Uśmiechnęła się. Przecież nim była. Swojego brata znalazła w skrzydle szpitalnym opiekującego się Ginny. Wtedy do jej kryształowych oczy napłynęły łzy. Chłopak zauważył je od razu i przeraził się.

-Zawaliłam. To nie był Merlin tylko Nolan. Powinnam była zabić Nolana. Zawiodłam.

~*~
Jak się wam podoba nowy rozdział. Został jeszcze następny i epilog. Później dodam wstęp do następnego opowiadania, który pojawi się na tej stronie. Przygotowania do niego możecie oglądać w zakładce Historia... . Nie nawiedzę, żadnego rodzaju świąt. Tyle sprzątania szykowania itd. Jeszcze muszę babeczki upiec. Mam chyba symptom samotnika, albo jeszcze gorzej depresje. Mniejsza z tym. Mało jest dodanych zdjęć, bo mi nic nie pasowało. Jeszcze raz wesołych świąt. Zobaczymy się już niedługo.~Mia Rosa.

wtorek, 15 kwietnia 2014

100 lat, 100 lat - mamy już roczek :)

15.04.2013 O GODZINIE 21:53 ZASZCZYCIŁAM WAS PROLOGIEM

13.O4.2014 O GODZINIE 15:13 MOGLIŚCIE JUŻ PRZECZYTAĆ JEDEN Z PRAWIE OSTATNICH ROZDZIAŁÓW

Może podsumuję:
 
Łączna liczba wyświetleń
2 145
  
Opublikowane komentarze  
 53
  
Posty 
53

Obserwatorzy
5
 
Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam.
 
Życzę wam, abyście dodawali więcej komentarzy. Czytali wytrwale i niech spełnią się wasze marzenia.
 
Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam.








niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 3 część 3

Zabije się tylko jeden komentarz pod ostatnim rozdziałem. Zuzo M. ten rozdział jest z dedykacją dla ciebie. Skończę to opowiadanie i nie wiem czy wrócę i dalej będę pisać, jeżeli tak traktujecie moją pracę.
Miłego czytania...
 
Kroczyłem właśnie do pokoju dziewczyn. Powoli zapadała noc. Spojrzałem na zegar który wskazywał ile jeszcze czasu zostało do wojny.
13:28:55
Niewiele. Niektórzy szykowali się właśnie do snu, by być wypoczętym. Ja szłem się pożegnać z wszystkimi. Jakieś kilka minut temu dokładnie 3 minuty temu głośnik ogłosił, że muszę się zgłosić do pokoju dyrektora. Dokładnie to brzmiało tak: "Dan Clark, Ginny Wood, Peonia Pets, Kevin Styles, Lily Redbird, Zayn Orion, Diana Luck, Coffe Malik, Brandon Everdeen   są proszeni w trybie natychmiastowym o zgłoszenie się do pokoju dyrektora. Prosimy wszystkich o spojrzenie na zegar główny umieszczony w głównym holu. Życzymy miłych snów. Dzieci które maja wyjechać z rozporządzenia 00230 są proszone na dziedziniec za 10 minut."
 I takim oto sposobem idę się pożegnać, bo wiem co to oznacz. Każda wymieniona osoba, była pierwsza na liście swojej rasy w umiejętnościach. Będziemy pierwszą linią obrony. Mamy negocjować przychylne dla nas warunki zaprzestania wojny. Jakby co będziemy musieli zabić samego Merlina. Zanim jednak to nastąpi muszę się na coś odważyć. Weszłem do pokoju dziewczyn. Tam pierwsze co mnie spotkało to grupowy uścisk. Nikt nic nie mówił. Nora wyszła już z Niną na dziedziniec, aby się nie spóźnić. Mat był lekko zrozpaczony, ponieważ obiecał sobie, że to akurat on zabije Merlina. Dla Penny. 
-Pamiętajcie jesteśmy rodziną. Wyjątkową rodziną.- powiedziałem.
Następnie złapałem Mej za nadgarstek i wyszliśmy z pokoju. Szliśmy szybko, bo było coraz mniej czasu. Skręciłem w ślepą uliczkę i odkręciłem się w stronę dziewczyny. Nie zastanawiając się złapałem ją za głowę i pocałowałem. Odwzajemniła. Szkoda, że nie mogło to trwać wiecznie, ale musiałem to wszystko zakończyc. Zakończyć sprawę z Merlinem i pomścić moją siostrę. Oderwałem moje wargi od jej i trzymając ją nadal za głowę. Szepnąłem.
-Pamiętaj...-wybiegłem nie mogłem  na nią dłużej patrzeć, bo zapominałem o Bożym świecie.
-Masz wrócić.-usłyszałem jej płaczliwy szept w ostatniej chwili, gdyż byłem już na schodach.
Szybkim biegiem znalazłem się przed biurem dyrektora. Otworzyłem drzwi, a tam znajdowało się jak na razie tylko 5 osób, nie spóźniłem się. Za mną wpadły jeszcze 3 osoby. Osiem osób zaczęło wpatrywać się w mojego wuja i dyrektora. Tylko ja nie byłem za bardzo zainteresowany tematem.
-Witam was. Dziewięć wspaniałych nadnaturalnych, pierwsza linia obrony naszej szkoły. Danie Clarku~ Aniele.- ukłonił się- Ginny Wood~Łowco- zrobił to samo co u mnie- Zaynie Orionie~Wampirze, Coffe Malik~Świętoszko, Brandonie Ewerdeen~Wilkołaku, Peonio Pets~Czarownico...
-Proszę mówić do mnie PePe, kapitanie- Wuj tylko się uśmiechnął i ciągnął dalej.
-Kevinie Stylesie~Proroku, Lily Redbird~Duchu i oczywiście Diano Luck~Wróżko.- Ta ostatnia tylko się uśmiechnęła kiedy Nill ukłonił się przed nią tak samo jak przed resztą.-Wiecie co to oznacza. Zostajecie skierowani na zachodnie skrzydło. Tam możecie się przespać i przygotować. Najpotrzebniejsze rzeczy i ubrania już tam są. Wasze pokoje są podpisane. Przyjdę do was trzy godziny przed całym starciem. Wyśpijcie się. Musicie być wypoczęci.
 Od tej pory nie możecie kontaktować się z bliskimi i przyjaciółmi. Teraz żegnam.-skończył swoją mowę i wskazał wymownie na drzwi.
Skierowaliśmy się prosto do wyznaczonych kwater. Nie rozmawialiśmy między sobą. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, każdy powiedział tylko dobranoc. Postanowiłem wziąć szybki prysznic i pójść spać. Nastawiłem
 budzik tak, aby spać tylko 8h. Musiałem przez te dwie godziny, które sobie zostawiłem rozprostować skrzydła. Nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem.

*****

 "-Jestem twoją siostrą!"

Tylko tyle pamiętam z mojego snu. Dziwne. Spojrzałem na zegarek 6:00. Zostało mi dwie godziny do zbiórki. Przebrałem się w dres który wisiał w szafie. Postanowiłem trochę poćwiczyć. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się na koniec korytarza, to tam znajdowała się średniej wielkości hala. Byłem sam, więc rozprostowałem skrzydła co ułatwiły mi dwa nacięcia w bluzie. Postanowiłem, że będę ćwiczył godzinę. Ustawiłem sobie taki czas w zegarku na ręku.
Do końca zostało mi jakieś 15 minut, gdy usłyszałem za sobą głos zachwytu. Odwróciłem się i ujrzałem Ginny, Coffe oraz PePe. Jak dobrze pamiętam.
-Są piękne.- odezwała się ta ostatnia.
-Plotki nigdy nie kłamały.- zawtórowała jej druga.
Tylko Ginny siedziała cicho i podziwiała je w ciszy. Nie chciałem, by to trwało dłużej. Schowałem je, wychodząc szybko z hali. Zamknąłem się w swojej kwaterze i wziąłem długą kąpiel. Po 30 minutach wyszedłem z wanny i wyjąłem z szafy swoją zbroję.Ubrałem się w nią. Była biała z wyjątkiem czarno-czerwonych punktów w okolicach skrzydeł, ramion i nóg. Wyszedłem z pokoju akurat wtedy gdy zabrzmiał gwizdek.
-Jako wasz kapitan odprowadzę was tylko do bramy. Powodzenia.
Ruszyliśmy wolnym krokiem w kierunku bramy. Wuj tylko ukłonił się przy niej i pokazał w stronę jej otworu. Ustawiliśmy się ramię w ramię i ruszyliśmy ku naszemu przeznaczeniu.
Zaczyna się!

~*~
Rozdział gotowy już we wtorek dodany dzisiaj z powodu braku waszego zaangażowania. Długo oczekiwana wojna zacznie się w następnym rozdziale. Zostały jeszcze dwa dni do rocznicy. Boże już tak długo to pisze. Znowu zmieniłam nazwę, ale jak to mówią kobieta zmienną jest. Dodaję jeszcze bohaterów z dzisiejszego rozdziału.

Lily


Zayn


Brandon


PePe


Coffe


Kevin


Diana


Nienawidząca, a jednocześnie was kochająca Mia Rosa...

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 2 część 3

Zwołanie rady starszych. Czy coś durniejszego nie można wymyślić... 
Jako jedyny przedstawiciel swojej rasy muszę tam być. Podobno mają zrobić coś w sprawie nieletnich. Czyli dzieci do 10 roku życia bez powołania. W nich wlicza się Nina. Dobrze że o tym pomyśleli, bo bym musiał ją zamknąć, gdzieś w podziemiach. Mój wujek już stał na środku.
Pewnie znów czekali tylko na mnie. 
-Znowu się spóźniłeś, czyli za bardzo nie interesuje cię życie tych dzieci...-powiedział wujek na wstępie.
-Proszę cię później mi powiesz kazanie.-nie odezwał się więcej, ale wiedziałem, że to nie koniec tej rozmowy.
Nie słuchałem go za bardzo, bardziej interesujący okazał się obraz na przeciwko mnie niż jego mowa o aktualnym stanie rzeczy. Sala była duża i wyglądała bardziej jak sąd. Pewnie tu kiedyś sądzono nadnaturalnych. Szare ściany, nowość w utrzymanej w bieli szkoły. Mój wuj stał na miejscu sędziego. My zaś siedzieliśmy na ławkach z przodu. Wujek był trochę za poważny. Powinien wziąć trochę na luz. Nagle zapadła cisza, wszyscy spojrzeli na mnie.
-Zadałem ci pytanie. Czy uważasz że to dobry plan?- wujek był już koszmarnie zły. Szykuje się długa konwersacja.
-Jaki? Nie będę przecież kłamał, że wiem o co chodzi.
-Mam na myśli wywiezienie wszystkich nieletnich.
-Ciekawe z kim...Myślisz że się ktoś na to zgłosi?
-Tak.
-To ja lepiej wyjdę.
Wyszedłem z tych obrad. Niech sami się zastanowią co z tym zrobić, bo ja nie mam pomysłów. Nie wiedziałem gdzie mam iść. Chyba poszedłem w pierwszej kolejności do dziewczyn i kazałem im spakować Ninę. Nie pamiętam, ale wiem że jestem z powrotem przy jej grobie. Myślę. Tylko o czym? Powinienem pójść na trening. Wstałem, pobiegłem do mojego pokoju i się przebrałem. Znowu zapomniałem jak się dostałem na ten trening. Na początek 20 km biegu. Później weszliśmy na ogromną sale gimnastyczną. Spojrzałem na tablicę. Miałem dziś ćwiczyć z Ginny Wood przy stanowisku 85.
 Ruszyłem tam lekkim krokiem. Ujrzałem tam blondynkę o piwnych oczach. Już się boję o jej kości.
-Witam. Jeśli myślisz że wygrasz jesteś w błędzie. Walczymy po łowczemu, a nie jak anioły. Zaczynamy?- powiedziała na jednym tchu co było trochę śmieszne.
-Jesteś bardzo wygadana. Zaczynasz?
Nie odpowiedziała tylko rzuciła się na mnie. Miłe...Musiałem wykonywać bardzo szybkie ruchy, by nic mi nie zrobiła. Miała na de mną przewagę. Zatrzymałem się by zaatakować, ale ona zdążyła przygwoździć mnie do ziemi. Spojrzałem w jej oczy. Przeraziłem się. Były kryształowe. Identyczne jakie miała Penny, ale ona miała piwne. Pamiętam że tak było. Dziewczyna widząc moje zdziwienie wstała i skierowała się do szatni. Skończyła trening.
BożeBożeBoże...
Dlaczego się zmieniły. Powinnam bardziej trzymać uczucia i ją na wodzy. Muszę się od niego oddalić, bo częściej będą się zmieniać.
~*~
Nowy rozdział...Trochę długo czekaliście, ale było wiele pomysłów. Zajrzeliście do zakładek? Śliczne prawda. Mały szantaż

Nowy rozdział = 3 komentarze od różnych osób.

Dlaczego? Tyle wejść i tylko Zuza M. komentuje? Bardzo jej za to dziękuję, że mnie wspiera bo już dawno bym to zrównała z ziemią. Rocznica zbliża się wielkimi krokami, a u mnie zero pomysłów. Życzę miłego dnia.

niedziela, 30 marca 2014

Takie tam...

Bardzo ważne!!!
Dziękuję że w dzień moich urodzin było 2 000 wyświetleń. 
Najlepszy prezent jaki dostałam(oprócz 3 książek).
Nowy szablon- śliczny. Dziękuje ci Jill z Zaczarowanych.
Unowocześniłam wszystkie zakładki- zapraszam.
 Podsumowałam cały blog i teraz nazywa się
"Memory is a wonderful thing"
Zapraszam jeszcze do ankiety.
Jestem w rozterce wiele pomysłów, a mam czas tylko na jednego bloga.
Zdecydujcie co chętnie byście poczytali.

Następny rozdział, może dzisiaj, może w następnym tygodniu.
Choć zero weny. Nic mi się nie podoba.

Pozdrawiam miłego...

niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 1 część 3

Szesnastolatka skulona w swoim łóżku płakała. 
Jej rodzice się rozwodzili, chłopak ją rzucił dla jakiejś lafiryndy z bogatego domu. 
Co miała zrobić...
Już miała wyjąć ukrytą w rozciętej poszewce kosmetyki żyletkę. 
Znowu to poczuła, że ktoś z nią jest. 
Próbuje jej pomóc...
Nie wiedziała jak ten ktoś ma na imię, ale od niedawna jej pomagał.
Wokół niej zawiał wietrzyk, choć za oknem panowała burza.
Odzwierciedlenie jej stanu. 
Łóżko ugięło się pod Ginny.
 Tak ją nazwała, bo chłopak nie użalał, by się tak nad jej losem.
Nie widziała jej, była jej aniołem stróżem. 
Przytuliła się do niej i odpowiedziała jej cały swój dzisiejszy dzień.
Musiała iść, ale dała jej siłę, aby nie skończyć ze swoim życiem.
Zmęczona poszła spać.

Odeszła jak mogła odejść... Zostawić mnie i całą resztę. Reszta chyba zauważyła co się dzieje. Zresztą wszyscy wyglądaliśmy jak wraki człowieka. Pewnie teraz zajmuje jakieś ważne stanowisko jak Gabriel. I czeka na mnie, aby nic jej nie było potrzebne. Jej ciało leżało nadal na polance, gdyż wujek powiedział że to anioły wybierają jak chcą być pochowane, a ich ciała się nie rozpuszczają. Zrobili tylko jakąś altankę. Gadali że tak się robi i że ja też zostanę tak pochowany... Dziwne.

Kroczyłem powoli po korytarzu. Wszystko mi ją przypominało. Nagle stanął przede mną  zakapturzony mężczyzna.
-Nolan...
-Spodziewałeś się kogoś innego. Moje kondolencje, choć Merlin też rozpacza. Mam ci tylko powiedzieć, że zostało wam 24 godziny do rozpoczęcia wojny. Żegnam.
    
I tak po prostu się rozpłynął. Nie musiałem mówić nikomu jego słów, bo wszyscy wiedzieli że to są ich ostatnie chwile. Postanowiłem pójść do niej powiedzieć jej to. Mej na pewno zrozumie i wytłumaczy mi to wszystko. W ostatnim okresie czasu bardzo się do siebie zbliżyli. To ona mu pomagała w rozwiązywaniu problemów. Wolnym krokiem skierował się w stronę jej sypialni. Zapukał delikatnie, aby ich nie przestraszyć.
-Proszę!- usłyszał głos Su. Wszedłem do pokoju i ujrzałem dziewczyny tulące płaczącą Ninę.
-Dan...- przytuliła się do moich nóg, schyliłem się i ją podniosłem.
-Kochanie co się stało?- spytałem się jej.
-Jak nikogo nie było zjawił się taki ciemny pan, który powiedział że cię zabije jak Penny. Powiedział, że niedługo zacznie się coś bardzo złego. Dlaczego Penny odeszła? Czemu nam nie pomaga? Ja chcę, żeby tu była i powiedziała temu panu, żeby się do mnie nie zbliżał.
 Powiedziała to jednym tchem nadal płacząc. Przytuliłem się do niej i wolnym krokiem, aby jej nie puścić skierowałem się w stronę grobu. Postawiłem ją dopiero na miejscu. Podeszła wolnym krokiem do jej ciała.
Uklękła przy jej ciele i ją przytuliła.
-Dlaczego nas zostawiłaś?
Spytała się jej i tak wiedząc, że jej nie odpowie.
-Nina choć. Penny nas kochała i na pewno miała jakiś powód by nas opuścić.
Nie powiedzieliśmy jej prawdy. Nas to boli, a co dopiero ona zrobiłaby gdyby się dowiedziała.

 Dziewczyna nie chciała opuszczać swojej podopiecznej, ale musiała. Taki jej los. Skierowała się do sali koronnej. To tam zwykle przesiadywał Bóg. Weszła tam i ujrzała Najwyższego, Gabriela i Śmierć. Coś było nie tak. Musiała coś źle zrobić. Tylko był jeden problem nie pamiętała co.
-Ginny...
-Tak.
-Powinnaś wrócić na Ziemię...Nie przerywaj mi. Wiem, że tego nie chcesz, gdyż ta która jest wewnątrz ciebie chciała o wszystkim zapomnieć. Zacząć od początku, ale Ziemia ciebie i jej potrzebuje. Powinnyście zajmować tak wysokie miejsce jak Gabriel, a nie zajmować się czym innym. Jesteś potężna pamiętaj o tym. Nie tylko ludzie cię potrzebują. Twój brat i przyjaciele, nie mówiąc o siostrach i nadnaturalnych, liczą na ciebie. Penny wiem, że mnie słyszysz nie chowaj się. Wyjdź!
-Nie!!!
Wybiegła czym prędzej. Łzy zakręciły jej się w oczach. Bóg próbował wydobyć z niej wspomnienia, których ona nie chciała. Powędrowała do swojej komnaty. Piękne białe ściany, łóżko, podłoga, firanki... Przeciwieństwo czegoś co kiedyś spotkała, ale nie pamiętała kiedy i w jakich okolicznościach. O kim mówił Najwyższy? Czy ten ktoś był dla niej kiedyś ważny? Czy oddała za niego życie? Tylko to jej chodziło po głowie... Jak mogła pozwolić ta osoba w niej na zapomnienie tak ważnych rzeczy. Od namysłów bolała ją głowa. 
Co mam teraz zrobić? Zgodzić się na Jego warunki? Chyba ta osoba wewnątrz mnie chciała zapomnieć.   Odpowiedź miała i tak nie przyjść. Ginny skuliła się na krześle i zaczęła płakać bardzo rzewnie. Wróć do nas. Penny wróć. Głos znany tej w środku zaskoczył dziewczynę. Spojrzał na to co ją otaczało. Na półce nocnej widniało zdjęcie jej podopiecznej. A jak coś jej się stanie? Wtedy nie spełnię swojego zadania. Zależało jej na niej. Powiedziała sobie że się zastanowi i położyła się na łóżku. Zamknęła oczy i poszła spać.
Dan i Nina nadal byli przy grobie swojej ukochanej siostry. Chłopakowi się nawet wydawało, że z oczu dziewczyny płynął łzy. Lecz przypisał to dużej ilości słońca. Które wpłynęło na jego oczy. Dziewczynka się trochę uspokoiła po spotkaniu z Nolanem. I teraz przytulona do ciała ukochanej siostry spała w najlepsze. Dan wziął ją na ręce i lekkim krokiem wracał z powrotem do szkoły. Wojna tuż, tuż i on ją wygra dla bliźniaczki.

~*~
Jestem dumna z tego rozdziału. Długi, minimum dialogów i lekkie wprowadzenie w życie Ginny. Skąd ja wzięłam to imię nie wiem po prostu pierwsze lepsze z brzega. Spodziewacie się zmartwychwstania, czy też nie? Zauważcie, że zbliżamy się do zakończenia... Postanowiłam, że jakby powstało nowe opowiadanie nie będę tworzyć nowego bloga, tylko tutaj będzie on zapisywany. W tym tygodniu pojawi się nowy rozdział tak przed 29 marca. Chcę mieć wolną głowę. Żegnam i miłego czytania. Jakieś pomysły na rocznicę proszę przesyłać na maile: wiktoria11370@o2.pl. Pomoc mile widziana.

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 8 2/2 część 2

Weszłam do celi bez większego zastanowienia, postawiłam talerz. Leżał tyłem więc nie mógł widzieć mojego lekko nabrzmiałego brzucha. Wyszłam, a co miałam zrobić błagać o wybaczenie...

Ta sama sytuacja była 2 i 3 dnia. Czwartego dnia mój brzuch był już spory, więc mój małżonek kazał, abym piątego dnia już się położyła aż do rozwiązania. Weszłam do celi z lekką trudnością. Myślałam że sytuacja powtórzy się jak z dni poprzednich. Musiałam się jeszcze przebrać przed kolacją która miała, być za 30 minut. Weszłam, postawiłam talerz i podniosłam wzrok. I wtedy go ujrzałam od tylu dni, tylu miesięcy chciałam skoczyć w jego ramiona i zapomnieć o tym wszystkim. O ciąży, Merlinie i wielu innych rzeczach. Patrzył na mnie z wyrzutem i wtedy usłyszałam resztę.
-Penny...To ty?-cichy szept po mojej lewej stronie przywrócił mnie do życia. Zrobiłam lekki piruet i serce aż podskoczyło mi ze szczęścia.
-Nora, Mej, Su, Oskar, Larry... Dan?- spojrzałam w jego stronę lekko błagalnym głosem.
-Co on ci zrobił?- usłyszałam głos Su pełen rozpaczy.
-Nic takiego... Co wy tu robicie?
-Przybyliśmy po Mata i przy okazji po ciebie.- powiedział Larry patrząc się na mój bęben. Zresztą wszyscy się na niego patrzyli, tylko nie Mat przyczajony z tyłu. Pamiętający jeszcze ten nieszczęsny pocałunek.
-Nie mogę, idźcie razem z nim dla mnie nie ma nadziei.
-Nie ona jeszcze żyje w nas.
-Idźcie, zapomnijcie, żyjcie....- nie wytrzymałam i wybiegłam z celi.
Szybko przebrałam się, uczesałam i zrobiłam makijaż. Poszłam na kolację. Merlin znowu pytał się co z jego dziećmi, opowiadał swój dzień i próbował skraść moje pocałunki które już mu sama oddawałam, aby dał mi święty spokój. Wiedząc, że tylko śmierć wybaczy mi moje grzechy i da to co chcę od początku niewoli. Podniósł mnie i zaniósł do komnaty gdyż nie mogłam wstać. Nie miałam tyle siły co kiedyś. Delikatnie ułożył mnie na łóżku i wyszedł na chwilę, aby służące mogły mnie przebrać w piżamę. Rozpuściłam włosy i ułożyłam się do snu. Nawet nie pamiętam kiedy wszedł, czułam tylko bijący od niego chłód. 

Gdy rano wstałam nie było już go. Delikatnie wstałam. Ubrałam się w to co wczoraj z lekką pomocą służek. Nie miałam nic do roboty tylko leżeć. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. Po upływie godziny poczułam tępy ból w okolicach brzucha. Zaczęłam krzyczeć nie wiedząc co zrobić. I wtedy pierwszy raz ją ujrzałam, ale szybko zniknęła. Zamiast niej przybył Merlin próbował je uspokoić co mu się udało. Położył się koło mnie oznajmiając, że ma trochę wolnego. I pierwszy raz od jakiegoś czasu tego potrzebowałam. Potrzebowałam chwili bliskości i zrozumienia. Wtulony we mnie nie był taki chłodny jak zwykle. Biła od niego dobroć. Nic nie trwa wiecznie po godzinie wyszedł obiecując jak najszybszy powrót. Z nudów zaczęłam bawić się świeczką. Co chwilę zmieniając tor jej płomyka. I wtedy do mojej komnaty ktoś wszedł cicho jakby się czegoś bał. 
-Kto to?- spytałam.
-My zbieraj się.
-Nie mam siły.
Wtedy podszedł do mnie Dan i pomógł mi wstać przy okazji obdarowując mnie małą ilością energii. Byłam mu wdzięczna. Zaczęliśmy przemykać się powoli korytarzami, ale nic nie trwa wiecznie. Nagle ni z tego, ni z owego zabrzmiał alarm. Szybko potoczyły się nasze dalsze losy. W jednej  chwili goniła nas setka żołnierzy, a ja ich spowalniałam. Postanowiłam coś na co nikt inny by się nie odważył. I wtedy zobaczyłam ją już bliżej i wyraźniej towarzyszyła mi...

*** Dan***

Musieliśmy uciekać, a Penny nas spowalniała. Nagle ni z tego ni z owego w mojej głowie zabrzmiał głos "Złapcie mnie". Odwróciłem się i ujrzałem jak przemienia się w upadłego i kieruje prosto w tłum wojowników. I przeszył mnie ból. Nie żyje. Zważając na to że tłu się zatrzymał pobiegłem w jej stronę i złapałem ją. Reszta uczyniła to samo.








Pojawiliśmy się na polanie pełnej stokrotek. Byliśmy żywi i na terenie szkoły. Uśmiechnięta ubrana w brzoskwiniową sukienkę leżała między nami szepcząc pożegnanie. I wtedy pojawiły się na jej obojczyku znak piórka. 

Naprawdę była po drugiej stronie. Resztę pamiętam jak przez mgłę. Wszyscy nagle wybuchnęliśmy niepohamowanym płaczem i nawet jak po 5 minutach przybył wujek. Dołączył do nas. Bo chciała śmierci i ją dostała. A ja szepnąłem tylko cytat pamiętany z dzieciństwa:

"Nie ma śmierci jest tylko wymiana światów".


~*~ 
Oj namieszałam, namieszałam. Postanowiłam że to będzie ostatni rozdział drugiej serii. Trzecia część już niedługo się rozpocznie. Miłego. Zmieniłam zakładkę rozdziały.
Zapraszam.

PS. W nagrodę trzecia część będzie dłuższa...



 

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 8 1/2 część 2

Białe ściany pokoju kuły mnie w oczy. Siedziałem akurat na swoim łóżku. Nie musiałem patrzeć na twarze moich znajomych, bo wiedziałem że patrzą na mnie z niedowierzaniem. Ale co innego miałem im powiedzieć "Wiecie co a może jak go zabiją i przyślą nam zwłoki". To nie było w mojej myśli. Spojrzałem na zegarek dochodziła 12. O 12:15 miałem znowu spotkanie z rodzicami. Codziennie o tej samej porze. Wstałem bez słowa i poszedłem w stronę drzwi. Nikt mnie nie zatrzymał, bo i tak wiedzieli gdzie idę. Ale zamiast skierować się w stronę pokoi gościnnych poszedłem w przeciwnym kierunku. Każdego dnia do szkoły przybywały nowi rodzice, to się przyłączyć, to zabrać dziecko. Moi rodzice kłócili się dobre trzy dni żeby mnie i Ninę zabrać do ich domu i przeczekać to co nieuniknione. Lecz im się nie udało. Po mojej stronie stanęli wszyscy nauczyciele. Duży przypływ i odpływ osób spowodował to że zaczęto zajmować pokoje na przyszły rok. Tylko rodzice Oskara jeszcze nie przyjechali. Słyszałem od niego że są w Południowej Walii. Mają jakieś problemy z młodszą siostrą Oskara, Fioną. Podobno wypiła krew która bardzo ją silnie uczula. I że jest na filtracji krwi. Powiedzieli że przyjadą jak tylko będą mogli. Szkoła jest teraz podzielona na kilka grup np. Wampiry, Wilkołaki, Duchy... Najpotężniejszy z każdej prowadzi zajęcia z doskonalenia każdej rasy. To dlatego bardzo rzadko się z niektórymi spotykam. Mnie przydzielono do grupy łowców, a Ninę do juniorów. Aby miała jakieś szanse w walce. Właśnie wchodziłem na 6 piętro, zakazane. Jakim cudem? Poszedłem dalej i aż mnie zatkało kiedy na końcu korytarza ujrzałem drzwi. Nie byle jakie drzwi tylko ogromne na cała ścianę. Były zamknięte na kilka spustów. Podszedłem do tabliczki po lewej stronie, a tam napisane było. Portal do Piekła. Byłem w szoku, ale znalazłem sposób na zrealizowanie swojego planu. I nikt mi nie przeszkodzi w jego realizacji.
***Penny***
Nie wiem jak to się stało, ale wiedziałam że źle postąpiliśmy. Odepchnęłam go ode mnie i zatonęłam w łzach.
-Zapomnij...
Moje słowa były ledwo słyszalne ale wiedziałam że słyszał. Jego oczy stały się takie zimne i pełne bólu. Nie mogłam na niego patrzeć i wybiegłam z jego celi. To nie był pocałunek przyjacielski tylko pełen miłości. Uciekłam do swojej komnaty. Od razu skierowałam się do łazienki, musiałam wziąć kąpiel. Zagrodził mi drzwi i podał ubrania bez jakiego kol wiek słowa zamknęłam się i je obejrzałam. Szpilki, on chyba chce mnie zabić ja nie umiem w nich chodzić. Na resztę nie mogłam patrzeć co on sobie myślał, zbok.
~12 godzin później~
Moje serce nadal biło jak szalone, szłam właśnie w kierunku celi niosłam mu coś do jedzenia. Ubrana w biało-czarną suknie wyglądałam jak zjawa, ale co mi tam. Chciałam zapomnieć ostatnią noc, ale nie mogłam byłam w ciąży z trojaczkami żeby jej było mało.

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 7 część 2

***Oczami Penny***
Szłam właśnie w kierunku swojej komnaty. Ten zamek był ogromny. Mrok który go otaczał był taki zadziwiający. Czerń zero bieli której tak mi brakowało. Nie docierało tu słońce, ale i tak wszystko było widać. Może dlatego że już przyzwyczaiłam oczy do mroku. Ściany były pełne obrazów, kogo? nie wiedziałam. Ale były one podpisane. Eureka Diana Dias tak był podpisany jeden z nich, a na płótnie była przedstawiona kobieta ubrana na czarno miała na sobie koronę bardzo podobną do tej co miał Merlin. Podeszłam do następnego dzieła sztuki na tym obrazie był przedstawiony mężczyzna ubrany jak podróżnik którego skądś znałam. Tabliczka głosiła nazwę Bartolomeu Dias to przecież on odkrył w XV wieku Przylądek Dobrej Nadziei. Szłam dalej już nie patrząc się na obrazy, choć i tak co jakiś czas mijałam osobę o podobnej koronie do Merlina. Gdy nagle jeden z obrazów przykuł moją uwagę. Napis pod nim brzmiał Merlin Carter West 130 król Piekła. Syn Lucindy West i Sylvina Westa. Przodek Bartolomeu'a Dias'a. Szczęka mi opadła, podniosłam oczy w górę i ujrzałam swojego prześladowcę. Jeszcze chwilę mu się przyglądam. Na tym obrazie był o wiele młodszy, wyglądał na 14-15 lat.
Nagle poczułam że muszę się odwrócić. Gdy to uczyniłam ujrzałam siebie, a dokładnie swój portret. Podeszłam do niego bliżej napis brzmiał Penny Carla West Carter-White żona Merlina Cartera Westa 130 króla Piekła. 130 Królowa Piekła. Córka Sary White i Justina White. Podopieczna Ewelin Carter i Henryka Cartera. Siostra Dana Martina Cartera-White, Niny Fiony Carter i Emmy Alyson White. Zamarłam co on sobie myślał spojrzałam w górę i po raz pierwszy przyjrzałam się obrazowi. To nie byłam ja, znaczy moje ciało nie ja. Moja podobizna była ubrana w brązową-czarną sukienkę co stanowiło wyjątek pośród wszystkich portretów, moje oczy były czarne tak samo jak i włosy. Z tyłu można było ujrzeć ścianę gabinetu Merlina. Byłam blada. Opanowała mnie wściekłość. Czym prędzej wybiegłam z tej sali. Nie wiedziałam gdzie, ani dokąd biegnę byle jak najdalej od tego obrazu. I nagle zaczęły wracać wspomnienia wczorajszego dnia. Nie miałam siły ich odepchnąć więc ruszyłam nurtem rzeki wspomnień:

Leżałam, a może kuliłam się w sercu. Ciągle myślałam o słowach Merlina, gdy nagle wyczułam jego obecność. "Co chcesz?" spytałam się cienia na przeciwko. "Penny nie masz już wyboru" powiedział, a w jego głosie słychać było radość. "Nie, nie możesz go mieć" spojrzałam na niego z przestrachem. Jego mina odpowiedziała na moje wszystkie pytania. On go miał, a ja musiałam go ocalić. "Zgoda" powiedziałam a on zaczął się śmiać. Łzy napłynęły mi do oczu. Ale ukryłam je, nie chciałam aby miał satysfakcję. "Jeszcze dzisiaj odzyskasz kontrole nad ciałem". Pełen szczęścia odszedł. A ja z każdym jego krokiem czułam jak odzyskuje kontrole nad ciałem. Wreszcie czułam już co się ze mną dzieje. Miałam na sobie biało-czarną sukienkę i czarne szpilki. Służąca oprowadziła mnie do komnaty która była przepiękna. Spojrzałam w lustro...

Nagle wróciłam do żywych. Nie wiedziałam gdzie jestem. Spojrzałam przed siebie widziałam Mata. Widziałam jego oczy patrzyły prosto na mnie.
-Penny...-szepnął.
***Oczami Mata***
W głowie ciągle mi szumiało. Gdybym był po cudownej imprezie cieszył bym się. Otworzyłem oczy i rozejrzałem się dookoła byłem w jakiejś celi. I wtedy ją ujrzałem miała zamglone oczy jakby opętało ją coś. Była ubrana w czarną sukienkę z białymi nitkami, a oczy były czarne. Co on jej zrobił. I gdy spojrzałam do góry ujrzał jej skrzydła. Jedno czarne drugie białe. Spojrzałem znowu w jej oczy. Tym razem była już świadoma.
-Penny...-szepnąłem.
***Oczami Dana***
-Trzeba go odbić!
~*~
Coś nowego, coś innego. Chciałam spróbować wam pokazać wszystko opisać. W tym tygodniu nie pojawi się już rozdział.
  



piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 6 część 2

***Oczami Dana***
-Ej jest piękna grudniowa niedziela chodzie poszalejmy trochę na pobliskim lodowisku, odstresujemy się na chwilę? - powiedziała Mej po to, aby przerwać panującą między nami ciszę.
-Nie jestem tego taki pewny że wuj nas puści.- powiedziałem.
-Oj przestań. To świetny pomysł Mej. - zgromiła mnie Nora.
-Ja się zgadzam, mam dosyć siedzenia w szkole.- powiedział Larry.
-Idźmy prosimy.- krzyknęły dziewczyny i spojrzały na mnie błagalnie.
-Dobrze już dobrze.- i wyszłem.
***Kilka minut... Godzin później***
Byliśmy już dobrą godzinę na lodowisku. Nie wiem jakim cudem, ale dziewczyny przekonały wuja. Nagle dziewczyny oznajmiły że idą po koszyk z jedzeniem, który zostawiły na polanie. My jeździliśmy dalej, ale już minęło dobre pół godziny, a ich nie było. Polana była oddalona od nas tylko 5 minut drogi.
-Hej gdzie one są?- zapytałem.
-Też mi się wydaje że już powinny być.- odparł Mat.
-Larry rozejrzyj się.- powiedział Oskar.
Kiedy Larry się rozglądał zadzwonił akurat wuj.
 *Rozmowa telefoniczna*
-Dan co u was?
-Nic takiego wszystko ok.
-Na pewno.
-No nie do końca dziewczyny gdzieś zniknęły...
-Co!!! Zaraz tam będę nie szukać ich, zostańcie na miejscu!
-Ok, ok.
*Koniec rozmowy*
-Wujek się wkurzył zaraz będzie.
-Nie zdąży zaraz ktoś tu będzie przed nim...-nie skończył mówić Larry gdy na łąkę wyszła dobrze mi znana postać która trzymała w kuli mocy dziewczęta. Krzyczały coś, ale wszystko zagłuszała ściana.
-Nolan...!
-Mi też miło że cię widzę Danie.
-Puść je!- krzyknął za mną  Oskar.
-Coś za coś. One trzy za jednego z was. Macie trzy minuty, aby zdecydować, bo inaczej sam wybiorę.
Zbiliśmy się w okrąg i ciągle się kłóciliśmy który ma iść...
-Ja pójdę.-powiedziałem.
-Nie wystarczy że ma Penny.
-Dobra to ja.- powiedział Mat i zaczął kierować się w stronę Nolana.
-Nie... Mat. Nie...- krzyknąłem za nim, ale nie zdążyłem. Nolan miał go już w swojej kopule, a dziewczyny stały na lodzie zrozpaczone.
-Wiecie co. Po prostu dziękuję wam za ułatwienie mi pracy. Przyszyłem tu tylko w jednym celu: Po Mata. Jak kazał Merlin. Wykonałem zadanie żegnam.- i zniknął. A ja padłem na kolana i modliłem się, aby to nigdy się nie wydarzyło, aż przybył
wuj.
~*~
Cześć. Były problemy, ale jest. Nowy rozdział. Miłego czytania. Coś nowego:

Komentujcie!!!

sobota, 1 lutego 2014

Jestem na facebooku!

Postanowiłam trochę poszerzyć nasze grono. Będzie tam mała niespodzianka. Zapraszam na https://www.facebook.com/wiktoria11370

wtorek, 28 stycznia 2014

Rozdział 5 seria 2

***Oczami Penny***
I znowu uciekam. Przywykłam. Moje ciało chcę mnie zabić. Wiem to od początku.
Wstałam bo akurat przewróciłam się o jedną z żył. Już byłam coraz bliżej swojej kryjówki. Gdy nagle złapała mnie ta dziewucha.
-Puść mnie. Proszę... Opanowałaś moje ciało ale zostaw moją podświadomość.
-Nie, Penny. Merlin kazał cię zabić.
-Proszę cię...
Zabierała powoli, ale usilnie moją energię życiową. Gdy nagle ujrzałam światło. Dziwne bardzo jasne. Czułam jak nagle wypełnia mnie energia którą tak dobrze znałam.
-Dan... dziękuję.-szepnęłam.
Z powrotem zaczęłam panować nad ciałem. Wreszcie widziałam świat do okoła. I wkurzoną twarz Merlina. Bez cenne chwile które musiałam szybko zakończyć by udać się do kryjówki. Czułam jak dziecko Merlina umiera. I nagle Dan musiał mnie opuścić. Wypełnił misję. Pożegnałam się z nim. Byłam bardzo zmęczona. Położyłam się na prawej komorze serca. Nagle myślami byłam blisko rodziców Ewelin i Hendryka oraz Niny. To że nie byli naszymi biologicznymi rodzicami nie wyklucza tego że nimi nie są. Nagle poczułam ze ktoś się zbliża. Mroczna energia tej osoby była bardzo silna. Silniejsza od tego co nagromadziłam. Jedyna osoba co mi przyszła na myśl to Merlin. Tylko co on chciał nie wiem.
-Witaj Penny.- usłyszałam głos za moimi plecami.
-Merlin?!
-A kogo innego się spodziewałaś?
-... Króliczka Wielkanocnego.- powiedziałam z lekkim sarkazmem.
-To się przeliczyłaś.
-Czego chcesz?!
-Oprócz twojej śmierci nic więcej, no chyba że potomka.
-Miły jesteś. Ale ze mną sobie tak łatwo nie poradzisz.
-Tylko jest jeden mały kłopot co do potomka.
-Jaki jestem bardzo tego ciekawa?
-Że do tego nie jest odpowiednia twoja wszczepiona osoba tylko ty musisz tego chcieć.
-Po moim trupie będę się z tobą pieprzyć.
- A gdyby tak zaprosić tu Mata.
-...Nie zrobisz mi tego.
-Złotko nie masz innego wyjścia.
I odszedł. Matko co on chce zrobić. Nie wystarcza mu moja wszczepiona osoba tylko ja.
Zabije go gdy znowu będę miała władzę nad swoim ciałem. Zabiję!!!
~*~
Podziękujcie za rozdział nie mnie tylko Zuzi M. Nowemu obserwatorowi tego opowiadania. Słodkich snów.

piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 4 seria 2

 Szkoła nadnaturalnych, 10.01.14
Drogie życie,
Co mam mówić, gdy wokołociemność.
Gdy zabierasz mi kogoś kogo kocham.
A może to kara?
Tylko za co?
Miłość pojawia się nagle, niespodziewanie i niepotrzebnie.
Mam i tak dużo problemów.
Muszę się skupić.
Wygrać wojnę i odzyskać siostrę.
Mam w nosie co mówią rodzice ważne jest dla mnie, by uratować życie jej, moje i całego świata.
Księga nie dokończyła tej historii więc ja, ją tworzę.
Tworzę dogodną przyszłość.
Próbuję być Promyczkiem Nadziej ii.
Tak jak powiedziałem Nolanowi.
  Dan                   

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 3 seria 2

Biblioteka, Szereg, Księga, Klucze, Słowa, Przejście.
-Łatwo było.- powiedziałem.
-WOW. Gdzie my jesteśmy?
-KSIĘGA ŻYCIA.
-Przecież ona nie istnieje ...
-Istnieje Mej. Istnieje. Witaj Danie Clark, a może Martinie White.
-Nie mów tak do mnie.
-Dobrze, a gdzie Penny? OOO, przepraszam zapomniałam. 
-Mów od rzeczy kim jest Merlin?!
-Sam musisz odkryć.
-Gadaj!
-No dobrze. Urodził się on w rodzinie diabła i demona kiedy jeszcze żyły w zgodzie. Po rozłamie 6 lat po jego urodzeniu zabrał go ojciec demon. Merlin nie mógł się z tym pogodzić gdyż kochał mamę nad życie. W wieku 16 lat dzięki medalionu odkrył mnie. Opowiedział mi swoją historię i spytał czy ją kiedyś jeszcze zobaczy. Powiedziałam mu prawdę. On się załamał. Uciekł do piekła. Tam się przemienił i od razu zdecydował się zostać Upadłym. Udało mu się. I postanowił się zemścić na wszystkich rasach za błędy jego ojca. Najgorsze było to że udało mu się. Tylko jest jeden haczyk. Gdy Penny wróci do swojej pierwotnej postaci dziecko poczęte w jej łonie umrze a ślub będzie nie ważny.
-Penny jest w ciąży!?
-Tak. Minął już tydzień od jej porwania. Ślub odbył się 2 dni temu. A dziecko jest pierwszy dzień w jej łonie. Wyczuwa je już dobrze próbuje się go pozbyć, ale musi na chwilę wrócić do swojej poprzedniej postaci. Na to potrzebuje duże pokłady energii. To dziecko musi umrzeć tak jak kolejne. Ona będzie w ciąży tylko tydzień. One szybko rosną.
-Ale jak...
-Musisz dzięki waszemu połączeniu połączyć się z jej ciałem. Zrób to teraz.
-Dobrze.

~*~
 ***Oczami Merlina***
-Udało się. Jest w ciąży. Co za cudowna wiadomość.
-Tak panie. - powiedział Nolan
-Och niedługo będzie tu się bawić stado małych Upadłych Aniołów.
-To cudowne wieści.- odpowiedział Nolan.
-Kochanie nie zaniedbuj mnie wyjdź z cienia.- powiedziałem w jej stronę.
-Dobrze kochanie.- wyszła. Była prześliczna w czarnym stroju który uszyła jej krawcowa. Jej czarne skrzydła pięknie odstawały jej znad głowy. Nagle upadła. Podbiegłem do niej jak najszybciej tatuaż lśnił z przeciążenia. Jej skrzydła zmieniały się w obrzydliwy biały kolor.
-Szlag. Połączył się z nią. Przywiązać ją do pala.
Wykonali to w ciągu sekundy i dobrze. Ujrzałem wtedy krew z jej dolnej części ciała.
-Zabił mi pierwszego dziedzica. Co za palant.
W tym właśnie momencie jej skrzydła znowu stały się czarne, ale już było za późno.
-Kochanie przepraszam próbowałam go powstrzymać...
Podeszłem  do niej i zasłoniłem jej usta.
-To nie twoja wina. Tylko twojego brata. Nie tłumacz się.
Zbiję go.
~*~

Koniec zauważyliście chyba zmiany. Podzieliłam rozdziały na serie. Miłego.

sobota, 7 grudnia 2013

I znowu nowy szablon

Tak, tak tamten wróci po świętach ale żeby tak świąteczny nadać klimat wstawiłam inny.

sobota, 16 listopada 2013

1000 wejść

Chyba wszyscy już widzieli że mam 1000 wejść, 2 obserwatorów, 29 komentarzy, 20 postów z czego 13 to rozdziały. 12 rozdziałów to mało jak na 8 miesięcy współpracy z wami. Dziękuję i tak wam z całego serca:

Nie żyjąca za życia/ Katniss

Rozdział 2 seria 2

- Nikomu nie powiem- i poszła w przeciwną stronę.
Wstałem i poszedłem do jadalni. Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam że tam są. Wszedłem do pomieszczenia. Ujrzałem jakąś kobietę i mężczyznę. Obok nich siedziała Emma z Niną.
-Choć wiem skąd mam te loki.- uśmiechnąłem się.
-Synku!!!- Nagle ta kobieta wstała i przytuliła się do mnie. Nie wiedziałem co powiedzieć, przypomniałem sobie nagle o Penny. Jest tak do niej podobna.Wtedy usłyszałem głos mężczyzny: 
-Saro, bo go udusisz...
-Oj, przepraszam cię. Martin co ci jest?
-Mam na imię Dan nie Martin. Proszę pani.
-Dan nie bądź taki oficjalny. - powiedziała Nina i podbiegła do mnie.
-Jak to masz na imię Dan??? Przecież my nazwaliśmy cię Martin, a twoja siostrę Carla.- powiedział mężczyzna.
-Moja siostra ma na imię Penny, a ja mam na imię Dan. Proszę nie przezywać nas. We wszystkich nasze papierach mamy te imiona i tak ma zostać.
Zapadła napięta cisza. Wtedy to do jadalni wszedł wujek.
-Dan tu jesteś! Szukałem cię! OOO,Dzień dobry. Z kim mam przyjemność?
-Sara i Justin White.
-Oliwer Clark. W czym można służyć?
-Jesteśmy rodzicami Martina i Clary.
-Mam na imię Dan. Dan Clark. A moja siostra to Penny Clark. Mówiłem już państwu.
-Dan nie przesadzaj. Przepraszam za jego zachowanie. Jakby to powiedzieć jestem jego wujkiem. Miał ciężki dzień. Może jutro będzie w lepszym humorze. Emma was zaprowadzi do pokoi gościnnych, a ja się nim zajmę. Nino, Danie chodźcie pora iść spać.
Wyszliśmy i wtedy dostałem kazanie od mojego wuja. Mówił żebym był miły itp. i itd. Miałem już dość. Wziąłem Ninę na ręce i skręciłem w stronę pokoi dziewczyn. Trochę mi się zeszło zanim wszedłem do pokoju Penny. W tym czasie Nina zasnęła mi na rękach. Położyłem ją na łóżku i wtedy zobaczyłem jakąś kopertę. Podpisaną "Dan Clark". Otworzyłem ją szybko, a tam ujrzałem:

Witaj, Danie.
Co tam u ciebie? Doszły mnie słuchy że przyjechali rodzice. U Penny wszystko dobrze. Jest po prostu cudowną królowa ciemności. Wiem to cię załamało. Przysyłam ci mały prezent. Abyś mógł powspominać stare dobre czasy. 

Nolan.

Serce mi stanęło. Znowu tu był. Ale jak. Poczułem wtedy lekki oddech przy mojej szyi. Byłem już gotowy do zaatakowania, kiedy usłyszałem znany mi dobrze głos:
-Nędzna szumowina. Chce cie tylko zdołować. Nie liczy się z nikim.- wtedy z koperty wypadł medalion Penny.
-Mej, ja się boję.
- Nie bój się jestem przy tobie.- wtedy to przytuliła mnie mocno.
-Podniosłem medalik i wtedy wiedziałem co robić. Złapałem Mej za rękę i powiedziałem ciche choć. Poszła za mną bez słowa. Czułem że mam w niej oparcie. Szliśmy tą samą drogą co kiedyś prowadziła mnie Penny.

DO KSIĘGI ŻYCIA.

~*~
Rozdział średniej wielkości. W następnym tygodniu nie będzie rozdziału ponieważ:
1. Mam wycieczkę 3 dniową.
2. Premiera: Igrzysk Śmierci: W pierścieniu ognia.
Zobaczymy się wkrótce. Siema.